sobota, 28 czerwca 2014

6

Obudziły mnie promienie słoneczne. Rozejrzałam się po pokoju, ale nigdzie nie było Justina. Niechętnie wstałam i poczłapałam do łazienki trochę się odświeżyć. Po 15-stu minutach byłam już gotowa. Wyszłam z łazienki i ruszyła w stronę kuchni. Zdziwiło mnie to co tam zobaczyłam. Szaty przygotowywał śniadanie.
-hej - powiedziałam promienie
-wkońcu wstałaś - odwrócił się z patelnią. - zrobiłem ci śniadanie. Lubisz jajecznicę? - zapytał.
-uwielbiam, dziękuje - posłałam  mu uśmiech i zabrałam się za jedzenie.
-a ty nie jesz?
-jestem duchem, skarbie, ja nie jem ani nie śpię.
-oh. Nie fajnie.
-mhm.. - odpowiedział i poszedł do salonu.

Po skończonym śniadaniu poszłam w ślady Justina ale go tam nie było.
-Justin! -krzyknęłam
-jestem - odpowiedział i pokazał się na sofie. - a co? Już się stęskniłaś, kochanie? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
-bardzo. - odpowiedziała z sarkazmem. - co robisz ?
-siedzę i gadam z najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek widziałem - puścił mi oczko.
Zamieniłam się i ukrywam twarz za włosy i usiadłam obok szatana.

                               Justin

Amy usiadła obok mnie, teraz mogłem się lepiej przyjrzeć twarzy blondynki. Jednym słowem była ideałem. Muszę ją mieć, kiedyś będzie moja. Już ja o to zadbam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz